Wbrew temu co prezentuje sobą mój blog, powoli mijający rok obfitował u mnie w nową muzykę. Podzielenie się tym wszystkim zajmie mi pewnie trochę czasu, przez co odnoszę wrażenie, że chwilowo omija mnie sporo mainstreamowej zabawy. Nowa Dua Lipa („Houdini”) pojawiła się dopiero przed paroma dniami. Wrażenia całkiem pozytywne, chociaż wydaje mi się, że to nie dzięki niej zapamiętam 2023-ci, ale raczej dzięki ulotnym (albo i nie) piosenkom w stylu „Strangers” (Kenya Grace), czy singlom wydawanym przez Tate McRae, która w popowym światku robi na mnie największe wrażenie. Nie tylko singlowymi wyborami, ale przede wszystkim swoim uporem w prezentowaniu różnorodności własnego wizerunku, co zdecydowanie wychodzi jej na plus. Jeśli zaś chodzi o pozostałe klimaty, moja dzisiejsza trójka prezentuje się jak poniżej.
Teddy Swims „Goodbye’s Been Good to You”
Teddy Swims notuje w tym momencie coraz większe zasięgi, głównie za sprawą singla „Lose Control”. Jego płyta, „I’ve Tried Everything But Therapy (Part 1)” to kolekcja piosenek utrzymanych w brzmieniach retro, których pewnie nie powstydziłaby się Adele, gdyby kiedykolwiek przyszło jej do głowy kontynuować drogę rozpoczętą przy okazji płyty „21”. Całościowo wszystko brzmi tu bardzo spójnie, a do tego obfituje w multum „radiowych” piosenek, które przykuwają ucho świetnym wokalem i przebojowym wyczuciem. „Goodbye…” to tylko jeden z przykładów i odnoszę wrażenie, że o Teddym będzie jeszcze głośniej.
Leela James „Faded”
Mam słabość do Leeli James od wielu już lat, pomimo tego, że brzmieniowo, od kilku już płyt, utknęła w tym samym punkcie. Jest to punkt całkowicie jej pasujący. Porządny soul, nieskazitelny wokal, ale też, niestety, coraz bardziej narastająca… nuda. Wielka szkoda, bo Leela ma genialne warunki głosowe, ale jednocześnie, chyba mało szczęścia do promujących ją wytwórni. Jej najnowsza płyta, „Thought U Knew”, to kolejna cegiełka w tym samym, mało oryginalnym kierunku, która najlepiej nadaje się do słuchania w tle, podczas tak zwanych romantycznych wieczorów, ozdobionych blaskiem świec. No cóż, takie płyty też są potrzebne. Na szczęście „Faded” wybija się trochę ponad przeciętność.
Nothing But Thieves „Pop The Balloon”
Przegapić całą płytę lubianego zespołu – to potrafię tylko ja. Album „Dead Club City” ukazał się w czerwcu, a ja nadrabiam zaległości dopiero teraz. „DCC” słucha się całkiem przyjemnie, w ramach rockowych brzmień, ale najlepszy moment to dopiero ostatni kawałek. „Pop The Balloon” robi wrażenie przybrudzonym brzmieniem gitar i lekko oldskulowym klimatem, który jednocześnie urzeka nowoczesną produkcją. Do tej piosenki aż chce się wracać. Nie tylko po to, żeby ponownie zanurzyć się w świetnych riffach, ale też w zapadającej na moment ciszy, która w końcowych momentach wyolbrzymia i tak już niesamowity gitarowy finał.
Na zakończenie jeszcze odrobina prywaty. Nowy singiel The $cience ukazuje się 1-go grudnia, a nowy singiel ThunderFuzz 8-go grudnia. Poniżej króciutka zajawka tego drugiego.
Photo: Nelly Antoniadou / unsplash

“Houdini” jest spoko, ale szybciej wkręciło mi się takie “Greedy” od Tate McRae. 😀
Bardzo fajny wybór piosenek, a największe “wow” było przy Nothing But Thieves. Czyżby nadszedł czas by coś od nich posłuchać więcej niż raz? 🤔
Pozdrawiam i czekam na nową muzykę. 🙂
W “Houdini” podoba mi się to, że nie jest na siłę a taki oczywisty, ale Tate McRae i tak całościowo robi na mnie większe wrażenie 🙂 A co do Nothing But Thieves, album nie taki zły, ale tan ostatni kawałek jest naprawdę najlepszy. Reszta jest tym razem po prostu okej 🙂